manuel | e-blogi.pl
_blog manuel
Kimże ja jestem 2017-11-15

 


A teraz milczę, przytłoczony ciszą i tą wiedzą tajemną, która wsiąkła w mury i przenikła w miasto, przez te wszystkie stulecia, rozpięte pod chłodnym niebem i wiatrem, kołyszącym umarłych do snu.
Kimże ja jestem, pod tym sklepieniem, jeśli nie podróżnym szukającym schronienia, przed burzą gwałtowną, odzierającą sumienia z resztek godności.
Kimże ja jestem, jeśli nie uciekinierem, szukającym schronienia przed demonami własnych słabości. 
To tutaj słychać czysty płacz, poruszający zesztywniałe serca, nieme rozmowy z Bogiem, które kończą się, jak zaczęły, monologiem. 
Rozzuchwaleni w modlitwach, proszą o więcej. Więcej miłości niechcianej, w której tak lubują się poeci, by móc potem pisać o strasznych torturach zbolałego serca.
Już płoną świece, jak płonęły wówczas gdy progi świątyni przekraczał kanclerz wielki koronny, Krzysztof Szydłowiecki, który miasto nasze wydobył z niebytu.
W kamiennej przestrzeni baroku, z głową nieprzyzwoicie zadartą w górę, spoglądam na dwa anioły czuwające tu od pokoleń. One zawsze były dla mnie wielką tajemnicą, a teraz w ich obecności, znów zadaję pytanie:
Kimże ja jestem, jeśli nie słabym człowiekiem? 
A cienie zmarłych wyglądają jak żywe, a ich wiara w Boga wciąż niezachwiana i taka czysta jak serce noworodka.


Manuel del Kiro


Niemoralność 2017-03-04

nieobecność twoja
wyziera z każdego rogu
córko murarza o szerokich ramionach
który równie dobrze władał kielnią
jak kieliszkiem
i matki
sprzedawczyni wędlin 
wprost spod lady
która była mu kompanem 
w wieczornych libacjach


niebieskooka niezapominajko 
o ustach opuchniętych od pocałunków
ty 
która wprowadzałaś chłopców
w tajniki ars amandi
na leśnych polanach 
lub w bramach opuszczonych kamienic
czy wiesz co oznacza słowo miłość


pochylony nad twym snem
chłopiec 
o włosach jak brzęczące srebro
który dokonał odpuszczenia win
i wymazał złą przeszłość
jak się wymazuje brzydkie słowa 
wypisane na tablicy


uciszył plotki
szemrzących staruszek
nieruchomych jak posągi 
wrośniętych w chodniki
na rogach ulic
i był pewien że to wystarczy
byś była z nim szczęśliwa


nieobecność twoja 
wyziera z serca
chłopca o smutnych oczach
odkąd uciekłaś
z obwoźnym handlarzem staroci
a nieporuszone staruszki
strażniczki miejskiej moralności
grzmią na rogach ulic
niczym trybun ludowy


Manuel del Kiro


Modlitwa wytrwałych 2017-02-25

 


w pustych 
kościelnych ławach
gdzie jeszcze czuć
ciężki zapach świec
bezdomny 
szepcze modlitwę wytrwałych
o kromkę chleba
wody łyk
spokojną noc
bo zapomniał chyba Bóg
jak to jest 
człowiekiem być
przemierzać świat
za jutrzejszym dniem
spać czujnie jak pies
błogosławić rzucony grosz
ach nogi opuchnięte
w zbyt ciasnych butach
nie chcą już iść
do wcześniej wybranych miast
do gwarnych ulic
pachnących jedzeniem na wynos
chłodne mury świątyni
studzą rozgrzaną głowę
lecz myśli krzyczą
głosem bezdomnych
pogodzonych ze swym losem
nic ze sobą przecież
nie zabiorę
może tylko biedę
więc czegóż od Ciebię chcę
o Boże


Manuel del Kiro


To nie był czas na miłość 2017-02-18

niedokończone wiersze
żegnane wzruszeniem ramion
okruchy słów
przesypujące się na papier
jak piasek w klepsydrze
dokąd płyną 
łódeczki z tęsknotą
za dotykiem kochanej dłoni
blaskiem fiołkowych oczu


listy
przeglądane po raz sto pierwszy
znane już na pamięć
znów lądują w szufladzie
zamykanej pozłacanym kluczykiem


pokochaliście siebie
w złym czasie
gdy ty trwałaś w murach miasta
umęczonego buciorami najeźdzcy
a on składał głowę do snu
na twardym leśnym kamieniu


stary suchar
wskrzeszał wspomnienia o matce
wyjmującej chleb z pieca
i maleńkich
zniecierpliwionych dłoniach
wyciąganych po swoje porcje
dzielone równo
przez zegarmistrzowskie dłonie ojca


miłość skazana
na niepowodzenie
umarła za bramą obozu
w zbyt dużym pasiastym ubraniu
zginęła od kul
w leśnej zasadzce
i tylko listy ocalały
przysypane stertą gruzu


Manuel del Kiro


Ułuda 2017-02-09

 


załamujesz ręce
nad grobem rodziców
wciśniętym między mur cmentarny
a stary dąb
korzeniami rozsadzający 
czarną ziemię
jak oracz niestrudzony
w tej ciszy usłyszałeś
szelest skrzydeł Anioła
w cichych modlitwach starca
próbującego zapalić świecę 
pokrzywionymi palcami
pomagasz bez słowa
a on
rozpoznaje w tobie małego chłopca
z podwórka obok
i opowiada ci historię śmierci żony
historię jakich znasz już wiele
drogi które cię tu przywiodły
były kręte i wyboiste
usiane upadkami
rozpaczą
i dumą z samego siebie
że można się jednak wydźwignąć
z ziemskich otchłani piekła 
dziś jeszcze
choć minęło tyle lat
czasem czujesz na ustach 
gorzki smak owych porażek
chciałeś w sercu swym zagłuszyć
wspomnienia stron rodzinnych
więc gnałeś
jak łódź pod żaglami bez sternika
lecz nie da się usunąć tego
co w sercu wyryte
synu marnotrawny
nie zabrałeś nic ze sobą
odchodząc nocą jak złodziej
bez zwykłego żegnaj 
lub do zobaczenia
wyrzuty sumienia
rozpięte na krzyżu codzienności
palą ogniem żywym
nie pozwalając o sobie zapomnieć
postać matki
w kolorowej sukience
z dłońmi złożonymi jak do modlitwy
kroczy w twoich snach
wołając coś
czego nie potrafisz zrozumieć
ojciec pisze listy
pochylony nad okrągłym stołem
te na które nigdy 
nie otrzymał odpowiedzi
przysiadasz na małej ławeczce
w cieniu dębu
i czujesz jak życie 
przeciekło ci przez palce
w pogoni za ułudą
blaskiem który nie grzeje 
lecz oślepia


 


Manuel del Kiro


Morze wyobraźni 2017-01-28

chłopcze
zagubiony wśród jasno oświetlonych ulic
na ile wyceniasz tajemnice
skrywane na dnie duszy



czy jesteś gotów sprzedać marzenia
tłoczące się w młodej głowie
przydrożnym handlarzom
oferującym eliksir spełnienia


myśli nieuchwytne
nie dające się wstawić
w ramki zdań 
notowanych w niebieskim zeszycie
ulatują bezpowrotnie
po chwili zapomniane


deptasz ślady
po których inni 
już dawno chodzili
i myślisz że jesteś odkrywcą
rzeczy nie nazwanych


doświadczasz
migawek szczęśliwości
zanurzając się w zielonym dymie
i odpływasz 
na drugi brzeg rzeczywistości
gdzie wszystko jest inne
niedotykalne
nienamacalne
niczym z obrazów Beksińskiego


chłopcze
zagubiony w szumie wielkiego miasta
nie odpływaj zbyt daleko
bo morze wyobraźni 
potrafi płatać figle


 


Manuel del Kiro



Cóż pięknego w premijaniu 2017-01-13

 


cóż pięknego w przemijaniu
w pustych pokojach
w których niegdyś 
tętniło życie
tupot dziecięcych stóp królował
niesiony echem grubych murów
i choć często miało się dość
tego gwaru
człowiek wiedział że żyje
dziś
zimna herbata nad ranem
z odrobiną łez
zamiast cukru
w pustych kątach
czas rozwiesił
pajęczynę wspomnień
a zdjęcia
te ulotne chwile
które pokrył 
gruby kurz zapomnienia
utrwalone na kawałku papieru
zżółkły
jakby miały dość
ciągłego dotyku
drżących dłoni
Kyrie elejson
szeptane do poduszki
w długie bezsenne noce
w nadziei 
że dobry Bóg usłyszy wołanie
kiwnie palcem
i odmieni zły los
cóż pięknego w przemijaniu
puste krzesła 
na których nie siada nikt
radio
szemrzące strumienie
szarych słów
niezmordowanie 
godzina za godziną
i okno
cichy powiernik gorzkich słów


Manuel del Kiro


Puste miejsce 2016-12-23

 


zapukaj w okno
zmęczony wędrowcze
to wieczór 
kiedy każdy drzwi otworzy
poproszą 
abyś usiadł
na miejscu honorowym
tam gdzie kiedyś siadał dziadek
nestor rodu
z włosami białymi 
jak płatki śniegu
potem ojciec
jego miejsce zajął
z lekko przypruszoną czupryną
wyglądał 
jakby nie zdążył
strząsnąć z niej śniegu
zapukaj w okno
wędrowcze strudzony
miejsce honorowe
od lat puste już stoi
samotna kobieta 
siada na rogu
tak jak siadała 
przez te wszystkie lata
puste nakrycie czeka
jak tradycja każe
lecz wiary już nie ma
że ktoś się pojawi
zapukaj w okno
zapukaj
synu zaginiony


Manuel del Kiro


 


Zdrowych,spokojnych oraz radosnych świąt Bożego Narodzenia🎄🎁


Iskierka życia 2016-12-03

nie musisz udowadniać


swojej miłości


palcem znaczyć na niebie


srebrzystych punkcików


powtarzając


że to wszystko z miłości do mnie


wodą z morza Egejskiego


obmywałaś nasze sumienia


nucąc pieśń o wietrze


który kochał zaplatać włosy


kobietom wracającym z kościoła


twoja matka


wędrowała boso do świętych miejsc


z modlitwą przyklejoną do ust


zamiast uśmiechu


prosiła Jezusa


rozpostartego na krzyżu


niczym żagiel na maszcie


o błogosławieństwo dla Twojego ciała


które nie chciało trzymać się życia


byłaś maleńką iskierką 


pieczęcią lekarską naznaczona


jako brak rokowań na życie


modlitwy matki


utkały kokon ochronny


i żyjesz


rozdarta między niebem a ziemią


a jaw codziennym przemijaniu


udowadniam Ci swoją miłość


liczoną wspólnymi porankami


Pan Bernard i Marcelinkaodc.2 2016-11-28

-Jest godzina 10.35. Słuchaj dziecko, a może ty jesteś głodna , mam ze sobą kanapki. Zawsze je zabieram ze sobą gdy tu się wybieram, bo często jest tak, że siedzę tu do wieczora.
-Nie, dziękuję panu ale nie jestem głodna. Jadłam śniadanie.
-To dobrze że zjadłaś śniadanie. Czy ty masz w naszym mieście kogoś bliskiego, babcię czy dziadka?
-Nie mamy nikogo, tylko ciocię Sylwię, która tak naprawdę nie jest moją ciocią ale ja ją tak bardzo lubię że mówię do niej ciociu. Ona jest koleżanką z pracy mamy.
-A co będzie jeśli nie przyjedzie ciocia Sylwia?
-Na pewno przyjedzie. Ona zawsze jak mówi że przyjedzie to przyjedzie-odparła z niezmąconym spokojem Marcelinka.
I co ja zrobię jeśli ta cała Sylwia się nie pojawi?-myślał Bernard-nie pójdę na policję przecież i nie zostawię jej tu samej. Gdybym ją zabrał ze sobą na policję a w tym czasie zjawi się jej ciotka, to wpadnie w panikę i narobi szumu. Tak źle, tak niedobrze.
-Nie masz dziecko telefonu żeby zadzwonić do pani Sylwii?
-Nie, proszę pana, ja w ogóle nie mam telefonu.
-To mamy wiele wspólnego ze sobą, bo ja też nie posiadam telefonu. Pozostało nam więc czekanie.
-Tak, musimy czekać, ciocia na pewno przyjedzie.
Zapadła cisza i staruszek zamyślił się
-Proszę pana a czy pan ma dzieci?-wyrwał go z rozmyślań cieniutki głosik.
-Tak, mam dwójkę dzieci. Syna i córkę, ale oni są już dorośli. Syn ma dwóch synów.
-I oni mieszkają w naszym mieście?
-Nie, mieszkają w Australii. To bardzo, bardzo daleko-głos mu się załamał.
-Wie pan co, mnie się wydaje że pan jest smutnym człowiekiem.
-Co ty wygadujesz-fuknął, lecz po chwili się zorientował-Przepraszam cię dziecko, niepotrzebnie się uniosłem. Jestem szczęśliwy. Mam zdrowe dzieci i wnuki. Córka moja jest dziennikarzem i jeździ po świecie, a tam gdzie jest, nawet z najdalszego zakątka świata przysyła mi kartki.
-A pana żona?
-Moja żona nie żyje od wielu już lat-odparł sucho.
-Jednak jest pan nieszczęśliwy-stwierdziła z miną filozofa który właśnie odkrył że żaden człowiek nie jest w stanie go oszukać.
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo ma pan bardzo smutny głos-odparła.
-Wydaje ci się dziecko. Lepiej opowiedz mi coś o sobie.
-Jak pan wie, mam na imię Marcelinka i mam siedem lat. Od września pójdę do szkoły specjalnej i bardzo się cieszę, bo nauczą mnie tam czytać i pisać. Lubię kiedy mama czyta mi wieczorem, ale czasem jest tak zmęczona że nie ma już sił na czytanie. Mama bardzo dużo pracuje, od rana do wieczora i dlatego nie ma sił na czytanie. 
-Jak to, to twoja mama pracuje? A gdzie ty jesteś kiedy mama jest w pracy? 
-W domu. Mama mnie zamyka i idzie do pracy. Wcześniej robi mi śniadanie i kanapki na cały dzień,a obiad jemy dopiero wieczorem jak mama wraca z pracy. 
-Boże, dziecko jak to możliwe że nikt się tobą nie opiekuje, nikt wam nie pomaga. Przecież ty sobie możesz krzywdę zrobić. 
-Nie, ja wiem wszystko, wiem dokładnie gdzie co leży.
-Co za świat! Niewidome dziecko samo w domu urzęduje!
-Mama musiała iść do pracy bo nie mieliśmy pieniążków na życie. Potrzebujemy bardzo, bardzo dużo pieniędzy, a jak już nazbieramy tyle pieniążków to pojedziemy do ameryki i będę miała tam operację, a potem będę już zdrowa i będę widziała. Bardzo kocham mamę i martwię się czy wyzdrowieje.
-Z pewnością wyzdrowieje. Jest otoczona dobrą opieką i lekarze zrobią wszystko żeby szybko wróciła do domu.
-Tak pan myśli?
-Jestem tego pewny.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]